piątek, 7 sierpnia 2026

|| Księżyc ||

[Ivette]


Znowu widziałam ją w towarzystwie innych klaczy, większość na które leciała okazywały się mieć inne preferencje, ale ostatnio spotykała się z jedną, a teraz widziałam ją z nią i dwójką innych w jeziorze. Wygłupiały się. Nienawidziłam tego uczucia zazdrości. To moja siostra! Co by właściwie zrobiła gdybym wyznała jej co czuję?

– Pani. – Serafina przystanęła obok mnie, przycisnęłam uszy do szyi: – Powinnaś była tego zabronić, mój syn…

– Zejdź mi z oczu! – krzyknęłam.

– Posłuchaj…

– To ty posłuchaj! Nie robi niczego nieodpowiedniego na oczach innych więc się odczep!

– A jak zostaną parą? Nie chcę by Pasco związał się z ogierem.

– To nie jest zaraźliwe, idiotko! – Pchnęłam ją skrzydłem, odsuwając od siebie.

– Chaos miała rację co do ciebie, nie nadajesz się na naszą przywódczyni, zachowujesz się jak bachor.

– Jak śmiesz?! – Rzuciłam się na nią, sama tego chciała. Oberwała moimi skrzydłami po pysku, kopyta wcisnęłam w jej łopatki. Obracała głowę, zamykając oczy, napierając na mnie swoimi kopytami, niech tylko spróbuje mi oddać.

– Pani! – zawołał jeden strażnik.

– Pani! – potem drugi.

Obaj ściągnęli mnie z Serafiny.

– Próbowała mnie ośmieszyć! – Przebrałam nogami, bijąc kopytami o ziemię.

– Poskarż się, jak to robią źrebaki. – Serafina obróciła się na brzuch.

Zabije ją! Szarpnęłam się, niewiele brakowało bym się wyrwała.

– Pani, stado – przestrzegł Devon. Cudownie, połowa stada na nas patrzyła. Niektórzy nawet odważyli się podejść by coś usłyszeć. Serafina wstała, strzepując z siebie strzępki trawy.

– Pani, mogę powiedzieć że to był trening, że strażnicy zareagowali zbyt pochopnie. Skłamać ten jeden, jedyny raz.

– I co chcesz w zamian? Mam zabronić Komecie spotykania się z klaczami?

– Dokładnie tak.

– Ty podstępna żmijo! 

– Chcesz się pogrążyć jeszcze bardziej, czy…?

Oczywiście że nie chciałam by Kometa była z kimkolwiek, ale skoro nie może być ze mną, skoro to moja siostra… Muszę zdusić to chorę uczucie do niej przez kolejne lata, a te klacze z którymi się spotyka, miały mi w tym pomóc, o wiele trudniej się do niej zbliżyć jeśli kogoś ma, spędzamy ze sobą znacznie mniej czasu, więc kiedy jej tego zabronię będzie tylko gorzej. Nie potrafię się przy niej opanować, a najgorsze jest to że chcę z nią być. Gdyby istniał jakiś sposób.

– Pani? Wątpię by stado chciało przywódczyni która tak łatwo łamie zasady, czyż one nie dotyczą wszystkich?

– Niech będzie, zabraniam tego! Zadowolona?! Devon, ogłosisz to rano.

– Słuchajcie, nic się mi nie stało, to małe nieporozumienie, trenowałyśmy! Zaskoczyła mnie po prostu! – zawołała do reszty Serafina.

Niech się cieszy póki może, jeszcze tego pożałuje.


~*~


Moczyłam przednie nogi w jeziorze, leżąc na jego brzegu. Nie mogłam spać, mijał już środek nocy. Kometa do mnie przyszła, czyżby usłyszała wieści? Położyła się obok, uśmiechając do mnie ciepło. Odwróciłam głowę. Dotykała mnie swoim bokiem. Musiałam się odsunąć, bo już to to było dla mnie za wiele. Łaknęłam jej dotyku, mimo że nigdy za nim nie przepadałam i nadal nie przepadam jeśli chodziło o każdą inną osobę.

– Czego chcesz? – spytałam.

– Ivette, widzę że coś się dzieje… Wiem że za mną za bardzo nie przepadasz i ogółem za towarzystwem, ale… Chcę ci pomóc.

Grubo się myli, mogła odnieść takie wrażenie, bo dochodziło do tego że ją przepędzałam od siebie, teraz, gdy straciłyśmy mamę, było mi trudniej ją odtrącić. Choć powinnam.

– Nadal tęsknisz za mamą?

– Minęło już pięć lat i nawet ona uważała że się nie nadaje. – Zacisnęłam zęby, chciałabym popatrzeć w jej morskie oczy, ale ona łatwo może się domyślić co czuje jeśli bym to zrobiła, przecież to nie byłby pierwszy raz jak się ktoś w niej zakochał. Odmówiła już wielu ogierom.

– Wiesz, zawsze możesz się zmienić, jesteś odrobinkę zbyt, tylko się nie złość, właśnie, właśnie o to chodzi o twoją… Małą, naprawdę malutką…

– Daj już spokój, wiem że jestem agresywna i nie panuje nad sobą, możesz mi to powiedzieć wprost zamiast bawić się w półsłówka. Chyba że się mnie boisz? – Spojrzałam na nią, skrzywiła się nieco: – Naprawdę?

– Tylko trochę.

– Serio?

– Wiesz, mama nie przykładała się za bardzo by nauczyć mnie walczyć, więc jestem pewna że wygrałabyś gdyby doszło do walki i jeszcze moje nogi… Nie mówię żeby wyłączały się cały czas, ale potrafią zaskoczyć.

– Walczysz lepiej ode mnie.

– Nieprawda.

– To się przekonajmy, o ile nie będziesz dawała mi forów. – Wstałam.

– Lepiej nie. – Cofnęła uszy.

– Czego niby się boisz?

– Wiesz, ktoś mógłby uznać że rzucam ci wyzwanie, a gdybym faktycznie wygrała? 

Władza czy Kometa? I tak nie mogę z nią być, ale przywództwo wcale nie jest tym czym myślałam, nie dało mi żadnego szczęścia, nie miałam już ochoty podbijać żadnych stad, to bez sensu, naszemu stadu nic nie brakowało, było ogromne, więc nikt nie mógł nam zagrozić, a mnie i tak wszyscy nie znosili. Choć władza to wszystko co mam.

– Wydajesz się strasznie smutna i samotna… – Wstała za mną: – Przykro mi, widzieć cię taką. Nie wiem czy to wiesz, raczej powinnaś, ale może lepiej ci powiedzieć?

– Co?

– Kocham cię.

– Oszalałaś?!

– Dlaczego? Jesteśmy siostrami, to normalne że cię kocham… – Oparła skrzydło na moim grzbiecie: – Ach, ty pomyślałaś że ja…?

– Puść mnie! – Strąciłam jej skrzydło.

– Nie, nie tak cię kocham, kocham cię jak siostrę.

A ja kocham cię właśnie tak, co byś zrobiła gdybym ci powiedziała?

– Możesz już mnie zostawić? – bardziej kazałam niż pytałam.

– Dobrze, idę już sobie, ale pamiętaj że jestem… Tylko właściwie my dwie zostałyśmy z całej rodziny… Jakbyś potrzebowała pomocy, albo rozmowy, czegokolwiek to jestem… 

Spojrzałam na nią zniecierpliwiona.

– Dobrze, dobrze, idę już.

Kiedy odeszła zrobiło się zimniej, otuliłam się skrzydłami, rozpamiętując dotyk jej miękkiej sierści i piór, i jej uśmiech.


~*~


Skończyłam przemawiać przed stadem, bo Devon zamiast powiedzieć im o nowych zasadach wolał przekazać wszystkim że coś ogłoszę już oficjalnie, plotki po stadzie rozniosły się już wczoraj. Nikt nie dziwił się nowym zasadom. Stado właśnie się rozchodziło gdy wbiegła do mnie na wzgórze Kometa.

– Dlaczego to zrobiłaś?! – krzyknęła, kładąc uszy, zwróciła je po chwili ku mnie, patrząc mi w oczy z łzami w swoich: – Dlaczego, Ivette?

– Jeśli ci się nie podoba możesz odejść. – Odwróciłam głowę: – Nie jesteś już następczynią, nie powinnaś wchodzić na to wzgórze.

– Serafina cię zmusiła? Jestem pewna że sama nie wpadłabyś na taki pomysł, nie robiłyśmy nikomu krzywdy, nie przeszkadzałyśmy ci… Kochasz mnie, prawda?

– Co tym razem masz na myśli? – zapytałam.

– Naprawdę o to pytasz? To że podobają mi się klacze nie znaczy że podobają mi się wszystkie w tym własna siostra! To by było zbyt cho… dziwne.

– Chorę, chciałaś powiedzieć chorę.

– Może…? – Odwróciła wzrok, cofając uszy: – Czy… Nie wiem, pewnie to sobie uroiłam, na pewno… Nie ważne.

– Co jest nie ważne?

– Twoja zazdrość… Często obserwowałaś mnie jak spotykałam się z innymi, ale to nic nie znaczy, nie jesteś zazdrosna bo się we mnie… Zakochałaś. Prawda? Bo się nie zakochałaś?

– Serafina mi groziła, zadowolona? Wiesz dokładnie że dbam tylko o siebie, to co robisz ty w ogóle mnie nie obchodzi. Zresztą nikt ci niczego nie udowodni dopóki cię nie przyłapie, a przyjaźnić możesz się z każdym. I przestań wymyślać bzdury że niby ja się w tobie zakochałam! – Kiedy jej to przyszło do głowy? Wczoraj przecież twierdziła że za nią nie przepadam!


~*~


– Przykro mi, pani, nie czuje źrebaka – stwierdził Zen, po dokładnych badaniach. Oczywiście że go nie ma, bo skąd miałby tam być, po spotkaniu z zmyślonym ogierem? Nie zamierzałam umrzeć podczas porodu jak matka, zwłaszcza że Zen sam stwierdził że mogę mieć problemy z porodem jak ona. Matka straciła parę źrebiąt, miała komplikacje przy rodzeniu Komety, potem kolejne poronienia i kolejne komplikacje przy rodzeniu mnie, a ostatni źrebak ją zabił, utknął w niej na dobre i nikt nie był w stanie go wyciągnąć.

– Pani, nie chciałbym być wścibski, ale…

– Możesz już iść – powiedziałam.

– Bez następcy nie tylko nie przetrwa twój ród, ale i twoja pozycja jest zagrożona.

– Ivette? – Kometa się z nim minęła, odchodząc, poruszała się ostrożnie, jakbym miała się na nią rzucić.

– Myślałam że jesteś na mnie zła – skomentowałam.

– Trochę jestem, ale też boję się o ciebie, może lepiej bym ja zaszła w ciąże? Wiesz, to prawie ta sama krew, ojców miałyśmy różnych, ale mamę tą samą.

– Dlaczego chcesz to dla mnie zrobić?

– Jesteś moją siostrą i jedyną żyjącą rodziną, naprawdę pytasz dlaczego?

– A jeśli twoje kalec… Twoje problemy z nogami są dziedziczne?

– Wiesz, wątpię żeby każde źrebię miało z nimi problem…. Wolałabym nie przekazywać tego żadnemu. Szczerze nie pomyślałam o tym, ale i tak wolę zaryzykować, to lepsze niż gdybyś miała umrzeć… Nie miałby kto cię zastąpić.

– Akurat w stadzie jest mnóstwo osób, które chętnie by je przejęły.

– Nie to miałam na myśli, ciebie jako mojej siostry, nie miałby kto zastąpić.

Siostry, wolałabym nią nie być, gdybyśmy były sobie obce; widziałam że kare klacze podobają jej się najbardziej, ba, teraz myślała poważnie o jednej, karej.

– Bardzo będziesz protestowała gdybym cię przytuliła? – zaproponowała, strzygąc uszami.

– Powinnaś być na mnie wściekła.

– Wiem jaka jest Serafina i twoje bezpieczeństwo jest dla mnie ważniejsze niż jakieś zasady, nawet jeśli trochę utrudniły mi życie… To co?

– Chodź. – Rozpostarłam skrzydła, objęła mnie, stałam dość sztywno, ale potem wtuliłam głowę między jej skrzydło, a głowę. Upajając się jej zapachem, o czym wiedziałam tylko ja.


~*~


Kometa uśmiechnęła się do mnie, jej sierść była zmierzwiona od potu, przy jej boku spało małe kare pegaziątko, pod koniec ciąży jej nogi ucierpiały, o czym nie pomyślała żadna z nas, coraz trudniej jej się na nie chodziło, teraz powinno być lepiej gdy pozbyła się balastu.

– Twoja następczyni – powiedziała zmęczonym ale szczęśliwym głosem.

– Celeste?

– Wiesz, wolałabym Selene, po mamie taty… 

– Może być Selene. 

 Łopatki małej, połowa przednich nóg i skrzydeł pokrywała srebrzysta jak księżyc sierść, nogi miała ciemnobrązowe, a grzywę i ogon czarną jak moja czy naszej matki. Brązowy pyszczek i podobne rysy głowy jak u Komety. Zupełnie jakby była naszą córką.

– I jak się podoba? Wolałabyś ogierka?

– Przestań, jest idealną następczynią.

– Naprawdę? Przecież nawet jeszcze nie znasz jej charakteru.

– Będziesz ją uczyła razem ze mną.

– Jesteś pewna? Nie mam już nic wspólnego z przywództwem, jakimkolwiek.

– Masz wiedzę, poza tym gdybym się nie urodziła, ty byś przewodziła stadem, twoje tylne nogi by cię nie powstrzymały.

– To miłe, czuję się jakbyśmy były… Znaczy… Wybacz. Wygaduje bzdury ze zmęczenia – zabrzmiała tak jakby tego chciała, speszyła się. Ostatnio często spędzałyśmy razem czas, wmawiałam sobie że to przez jej ciąże. Zbliżyłam do niej pysk, zatrzymała mnie skrzydłem, patrzyłyśmy w swoje oczy. Chciałam tylko wiedzieć co czułaby do mnie gdybyśmy nie były spokrewnione. Nic nie powiedziała, a ja przeniosłam wzrok na małą.


~*~


Trening walki był ulubionym zajęciem Selenie, do tego stopnia że nabawiła się kontuzji. Zaczęła utykać na nogi. 

– Z jej kręgosłupem wszystko w porządku, pani, przeforsowała się – zapewnił mnie któryś raz Zen. Był już dość stary, ale nadal uchodził za najlepszego opiekuna zdrowia w stadzie.

– Lepiej żebyś się nie mylił. A ty pobawiłabyś się z innymi źrebakami, zamiast ciągle tylko walczyć.

– Ciociu, jestem następczynią, mam się bawić? Tak niczego się nie nauczę. Sama mówiłaś że muszę być najsilniejsza.

– Przez zabawę też można się uczyć, wiesz ile tracisz, skarbie? Mnóstwo, mnóstwo przygód z przyjaciółmi. I później nie będziesz wiedziała jak rozmawiać z innymi, to ważna umiejętność… – Kometa też tu była, wraz ze swoją partnerką, która przed innymi, w tym Selene udawała jej przyjaciółkę i tylko nasza trójka znała prawdę.

– Mamo, ja przecież nie mam przyjaciół.

– No właśnie.

– Chcesz być tak samotna jak ja? – zapytałam Selene.

– Przecież masz nas, ciociu.

– Nie ważne. Przez kilka następnych dni nie wolno ci trenować.

– Ale ciociu!

– Jak będziesz ćwiczyć z kontuzją to staniesz się kaleką, jak twoja matka – powiedział Zen.

– Jak śmiesz?! – krzyknęłam na niego, partnerka Komety też coś krzyknęła, ale zagłuszyłam ją sobie własnym głosem. Była dla mnie jedynie niechcianym elementem tła. Selene wyszarpała Zenowi swoje skrzydła, bo właśnie je badał, sama patrząc na niego wrogo.

– Przepraszam, pani, Kometo, Selene, uważam to za zwyczajne słowo, ale najwyraźniej jest dla was obraźliwe, jednakże to prawda co mówiłem, Selene nie może tak intensywnie ćwiczyć w tym wieku. Wręcz obsesyjnie.

Przypominała w tym mnie, nie przeforsowywałam się, ale też ćwiczyłam mnóstwo w jej wieku chcąc się przypodobać matce, nie mogłam uwierzyć że rywalizowałam wtedy z Kometą, ale nie czułam kiedyś do niej tego co teraz. Dopiero jak dorosłam zaczęłam coś czuć, jeszcze nie wiedząc że to właśnie to. Przyzwyczaiłam się już do jej partnerki – do ignorowania jej istnienia. A mała miała po kim odziedziczyć ambicje –  po rodzicach naszej matki i po naszej matce właśnie. 

– Co będę robiła przez cały dzień? – zapytała Selene, patrząc to na mnie, to na Kometę: – Wszystko co teoretyczne już umiem.

– Może spędzimy razem czas, mała? – zaproponowała partnerka Komety.

– Nie, to strata czasu, potowarzyszę ci może ciociu i popatrze jak przewodzisz stadem?

– Selene, a co ty na to gdybym nauczyła cię zupełnie czegoś nowego? – zapytała Kometa.

– A to pomoże mi w przywództwie?

– Kto wie? Na pewno będziemy się dobrze bawić.

– Zrobię sobie wolne na te kilka dni i dołącze do was, nie masz wyboru – powiedziałam.

– Dołączysz? – marudziła już partnerka Komety.

– To będzie wspaniała okazja by Ivette cię polubiła. – Kometa wtuliła w nią głowę, zerkając na Zena, zajętego już sortowaniem ziół.

– Jasne – powiedziałam z ironią.


~*~


Wybrałyśmy się na plaże, nie przepadałam za tym miejscem już od źrebaka, sama nie wiedziałam nigdy dlaczego. Szum morza i ciepły, nagrzany słońcem piasek, piękne widoki. Nic z tego nie powodowało złych skojarzeń. Choćby irytujące, krzykliwe mewy.

Selene legła w piasku, zanurzając w nim swoje czoło i wzdychając: – A mogłam więcej odpoczywać. Chcę trenować, ciociu.

Sama miałam dość tego szczebiotania między Kometą, a tą drugą, iskały się, tarzały w piasku. wygłupiajły się nad brzegiem morza, wymieniały się czułymi spojrzeniami i tylko Selene powstrzymywała je od przekroczenia granic, bo mną miałam wrażenie że by się nie przejęły.

– Jeszcze nie – powiedziałam, zaciskając zęby, nie mogąc przestać na nie patrzeć. 

– Co robi mama? – Selene uniosła już głowę.

– Najwyraźniej dobrze się bawi.

– Czy to nie przekracza granicy przyjaźni? Muszę ją powstrzymać. – Podniosła się.

Poszłam za nią, po paru krokach stając jej na drodzę.

– Nie mogę dopuścić byś ukarała mamę. – Selene spojrzała na mnie z powagą.

– Nie będę jej karać, wiem o tym co się dzieje między tamtą dwójką, ty też powinnaś przymknąć na to oko, gdy będziesz przewodziła możesz zlikwidować nakaz łączenia się koni w pary tylko przeciwnych płci.

– Więc dlaczego wprowadziłaś taką zasadę?

– Ktoś fałszywy mnie zmusił.

– Serafina?

– Tak, gdyby nie miała takiego poparcia w stadzie dawno bym ją wygnała.


~*~


– Widziałam, zachowywałaś się tak samo jak mama, jak zakochana! – wykrzyknęła Selene, wracałam z granic stada, na równinie panowało zamieszanie. Kometa płakała, leżąc pośrodku tłumu, a jej partnerka stała przy Serafinie i jakimś ogierze. Selene zajęła miejsce przy mamie. Skończyła dziś pół roku.

– Myślałam że to przyjaciółka, nie było mowy o miłości – powiedziała kara.

– Przecież… Przecież mówiłaś że mnie kochasz! Dlaczego teraz tak mnie ranisz? – wypłakała Kometa.

– Nie miałam tego na myśli! To obrzydliwe!

– Ale my… Zdradziłaś mnie z nim? To przez to że ja…. Ale zgodziłaś się, ja…

– Co się tu dzieje? – Wepchnęłam się w tłum, bo oczywiście mnie nie zauważyli.

– Pani, złamała zasady, była z Zarą, jako para – oznajmiła Serafina.

– Naprawdę? Kochałaś ją?

– Oczywiście że nie – zaprzeczyła Zara: – Ale Kometa…

– Więc co mi kłamiesz?! – krzyknęłam na Serafinę: – Zaraz ty możesz wylecieć za fałszywe oskarżenia.

– Kometa…

– Odczep się od niej!

– Zapytaj jej, pani, ona traktowała to poważnie.

– Co z tego skoro nie były nigdy parą?

– To tak nie działa.

– Ty jesteś przywódczynią czy ja? No dalej, możesz mnie wyzwać tu i teraz!

Odwróciła tylko wzrok, zerkając na swojego syna.

– Tak myślałam, zejdzie mi z oczu – kazałam, stado posłusznie się rozeszło. Serafina też.


~*~


– Mamo, musisz wstać, bo umrzesz. Mamo! – Selene próbowała ją podnieść, leżała uparcie do kolejnego ranka. Przyłączyłam się do małej.

– Przestańcie… Nie chcę…

– Naprawdę zależy ci nadal na tej suce? Do tego stopnia? – Pociągnęłam ją za grzywę, była ciężka i nie mogłam jej sama dźwignąć: – Będę musiała za chwilę wezwać strażników.

– Ivette, nic mi nie będzie, tylko jeszcze chwilkę się prześpie, jeszcze…

– Wstawaj!

– Mamo, jesteś siostrą przywódczyni, jak ty się zachowujesz? – pouczyła ją Selene.

Dźwignęła się w końcu, jej tylne nogi lekko się ugięły, podtrzymałam ją. 

– Kocham cię, Ivette… – szepnęła.

– Wiem, ja cię też, dlatego to wszystko znoszę. 

– Nie tak… – Popatrzyła mi w oczy.

– Kompletne ci odbiło? Przy własnej córce wygadujesz… – Naprawdę mnie kocha? Zawsze myślałam że tylko ja się męcze z tym uczuciem, nigdy w prawdziwie nie okazała mi niczego.

– Gdy byłam z Zarą zawsze wyobrażałam sobie ciebie.

– Mamo, przestań! Jesteście siostrami! – wykrzyknęła Selene.

– Ja wiem że nie możemy być razem… Ja… Jej zdrada tak boli… Że nie wiem co mówię. Bo… Ja ją kochałam, ale nie tak jak ciebie, właściwie zamiast ciebie… Proszę, tylko mnie za to nie znienawidź.

– Mamo… – Selene patrzyła na nią z niedowierzaniem, cofnęła się.

– Skarbie, nie bardzo mogę z tym coś zrobić, po prostu to czuje.

– Zostaw nas same – powiedziałam do małej. Gdy odeszła, poszłam z Kometą na leśną polanę.

– Wiesz, za to już możesz mnie wygnać.

– Nie możemy być razem, choć sama bym tego chciała – przyznałam.

– Naprawdę? Więc to mi się nie wydawało? Nie jesteś też aż tak wściekła, jak myślałam że będziesz, to też było podejrzane…

– Tak, czuję do ciebie to samo.

– Możemy… Nie powinnyśmy, ale… Możemy złamać zasady. Nikt by się nie dowiedział.

– Akurat, Serafina tylko czeka na mój błąd. Stado by nas za to zabiło. Nawet wśród bardziej tolerancyjnych osób ten związek by nie przeszedł, bądź poważna. Selene tego nie zaakceptuje. – Ruszyłam w głąb lasu, zostawiając ją samą, zacisnęłam zęby, a po policzkach popłynęły mi łzy.


~*~


– Będę tęsknić, za wami obiema. – Kometa przytuliła tylko córkę, nie chcąc ryzykować ze mną, unikałyśmy się nawzajem od miesięcy.

– Nie możesz odejść – powiedziałam: – Nie poradzisz sobie sama.

– Potrafię rozpoznać kiedy moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa i… Znalazłam dla siebie inne stado. Musimy, Ivette.

– Dlatego że ja nie chciałam?

– Miałaś rację… Przykro mi. – Dotknęła mnie skrzydłem, uśmiechając się do mnie: – Też nadal kocham cię jak siostrę i nie powinnam nawet była o to prosić.

– Idź już – Odwróciłam głowę.

– Może, może uda się w kolejnym życiu?

– Jasne. Nie ma nic poza tym życiem. 

– Będę cię odwiedzała mamo – obiecała Selene: – Ty też czasem nas odwiedzaj.

– Lepiej nie – stwierdziłam, odchodząc już.

– Zaopiekuje się ciocią – powiedziała ciszej Selene, ale i tak usłyszałam. Gdyby nie ona, zgodziłabym się tamtego ranka na propozycje Komety.  


***


Ten cykl był jednym z dłuższych i należał do tych, w których nie wiedziałyśmy o swoich przeszłych życiach. Był też dość spokojny. Kometa wróciła jeszcze do stada na kilka swoich ostatnich lat, nie myślałyśmy już o naszej miłości, wszystko stało się monotonne i męczące, obie byłyśmy już stare. Sporo ze sobą rozmawiałyśmy o młodych latach, Kometa doczekała się wnuków. Selene okazała się lepszą przywódczynią ode mnie, zostałam z nią nawet po śmierci Komety w późnej starości. Dobrze się dogadywałyśmy.

Selene nigdy już nie wróciła w kolejnych cyklach, Kometa nie zachodziła więcej w żadnym z nich w ciąże, nie pamiętałam o jej córce, aż do teraz, zamiast Selene rodziła mi się Celeste, zawsze tylko mnie zawodząc.

– Mamo… – Właśnie przyszła.

Drzemałam w podziemnej grocie, Celeste zasłoniła skrzydłem Arnee.

– Nie wyraziłam się jasno?

– Kometa wróciła! – Arnee oparła przednie racice na skrzydle Celeste, musiała lewitować inaczej nie byłaby w stanie: – Nie chcesz jej zobaczyć? 

– Jak…? – Podniosłam się.



⬅ Poprzedni rozdział

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz